• Wpisów:3037
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 22:25
  • Licznik odwiedzin:220 513 / 3524 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Albo to tylko mój humor albo wydaje mi się że atmosfera w domu zjechała odkąd wiemy ze wujek umiera. Ja się prawie płacze, xanaxs cioci nawet zabrałam. Mama teraz za mamę robi a może po rozmowie z bratem jej lepiej. Fakt jest taki że modlimy się i szykujemy do pogrzebu. To już nie jest mielenie piasku tylko real. 85 lat, nowotwory trzustki, wątroby i pęcherza, stan krytyczny. Nie mogę uwierzyć że go zabraknie. I to już - teraz, za chwilę. Cokolwiek bym nie myślała, cokolwiek bym nie czuła należał się mu szacunek jako najstarszemu z rodu, jako bratu babci. Zresztą tak naprawdę to nigdy nie zrobił mi nic złego a czułam się przy nim częścią, pełnoprawną częścią, swojej rodziny. Był. Zawsze był. Trzy lata temu ciotka. Teraz on. I to kosmos, błyskawicznie. Jest i zaraz go nie będzie. Nie tak chciałam się spotkać z rodziną.
 

 
Włodek przyjechał i coś o wujka Józefa stanie rozmawiamy. Babcia już pyts czy ją na pogrzeb zabierze a mama ze łzami w oczach by go nie uśmiercać. Potem poszła go odprowadzić i długo nie wracała. Bardzo przeżywa te sytuacje. Teraz przyszła wiadomość od mojego chrzestnego że jego ojciec jest w stanie krytycznym.
 

 
Nareszcie babci nie chciało się robić dwóch obiadów i zrobiła mielone bez cebuli. Mama jakoś żyje. A babci nie pyskuje że pode mnie zrobiono jedzenie.
 

 
Byłam na spotkaniu autorskim z Łukaszem Kadziewiczem w dniu premiery jego książki. Ja ją już miałam od wczoraj i przeczytałam niewiele więc nic dziwnego że jak przyszło do pytań to było ich mało. Kadziewicza życiorys znam tyle o ile, nie wiedziałam co jest w książce, zapytałam więc o sprawę jedyną oczywistą: czy wyobraża sobie życie bez siatkówki. W trakcie dalszej lektury kolejne pytania się rodziły. Gdy stałam po autograf chłopak przede mną coś o pozycję środkowego zapytał, poleciałam jeszcze tym tematem i w kontekście reprezentacji o młodego Kochanowskiego w składzie zapytałam. Skupiona na Kadziu nie zauważyłam że dałam im książkę z zaznaczonym miejscem gdzie jestem i taką mi oddali - miłe. Tylko że wolałabym aby takie spotkanie odbyło się za tydzień, mogłaby się wtedy zdarzyć ciekawa dyskusja. Współautor, dziennikarz Przeglądu Sportowego, lepiej czuł się w trakcie rozmowy odpowiadając pytaniem do Kadziewicza na pytanie do niego skierowane, przy zdjęciach sztuczny a podpisywał jak automat - mam wrażenie że bardziej służył za wsparcie. Tak czy siak, przełamałam swoje lęki, byłam, zdobyłam podpis i zdjęcie, a od jakiegoś chłopaka z którym wdałam się w rozmowę dowiedziałam się o biografii Marcina Prusa
 

 
pkp mi odpisało że ponieważ opóźnienie pociągu do Olsztyna nie przekroczyło 60 min (było tylko 47 minutowe) to nie przysługuje nam rekompensata ALE z uwagi na warunki podróży przyznano nam bon o wartości 25% ceny biletu tj 18,90 A sami ponieśli koszt wysyłając to listem poleconym. Liczyłam na jakąś kasę na koncie ale nie ma tego złego, za rok do Olsztyna znów jedziemy to wykorzystamy bo ważny jest do 18 sierpnia 2018. Teraz czekam co odpiszą w sprawie powrotnego opóźnienia. Oraz na zwrot kasy za bilet z Białego. Jak mi tego powrotu z Olsztyna nie uwzględnią w żaden sposób będę się odwoływała.

A swoją drogą pkp stać na znaczki polecone a zus legitymacje mamie zwykłym listem przysłał
 

 
Przez ten wyjazd tydzień tak szybko mija. Za szybko. Znów mam poczucie że coś tracę
 

 
U babci jest mi tak dobrze że aż szkoda iż jutro wracam do domu
  • awatar Kasia Minevida !: Najlepiej u babci ! :) Miłego dnia życze, pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
nie do wiary ale stęskniłam się za rodziną na działce
 

 
To takie nie rzeczywiste. Jeszcze wczoraj obudziłam się w Białymstoku, przedwczoraj widziałam ulubioną ciocie a dzisiaj spałam we własnym łóżku i jadę teraz do pracy. Mam wrażenie że wczoraj rano wyjechałam z domu. Wszystko co dobre kończy się za szybko. Ale coś się zmieniło. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki moje problemy zmalały z arbuza do ziarna groszku. Dekoncentrację, kłopoty z pamięcią to mój demon ale dam radę go pokonać skoro nie płacze już po kątach. Najwyżej do psychiatry pójdę. Nie wiem jak to się stało. Oni mają tyle swoich problemów a ja mimo wszystko wyjechałam od nich silniejsza.
 

 
Zapomniałam biletu zakupionego. Muszę wrócić i jeszcze raz przyjechać
 

 
Jadę na zachodni reklamować bilet. Przez pomyłkę kupiłam na wczoraj. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły bym nie jechała.. Ale pojechałam.
 

 
Mam łzy w oczach. Gdybym była w autobusie sama popłakałabym się. Ciocia. Moja ulubiona wszechobecna pezez 21 lat za ścianą ciocia. Wciąż tak samo ciepła i kochana dla mnie. Jeku no, kocham ja. To są więzi silniejsze niż krew. Całe swoje życie zna moją mamę, była przy mnie od początku. A teraz jest 200km odległości. I cholernie mi smutno bo nie wiem kiedy znów się spotkamy. Najlepiej by była znów obok. Jej ojciec ledwo się rusza ale musiał przejść i wypytać o babcie, mamę i jej sioste o wujka i jego dzieci. Ciocia o dalszych krewnych. Bo przecież ich zna. Bo przecież my byliśmy częścią jej życia a ona naszego. I na moment znowu mogłam się poczuć małą dziewczynką. A teraz mi tak żal że ja jadę a ona zostaje
 

 
Bałam się. Mimo wszystko stany lękowe nie opuszczają. Wczoraj pierw spacer i obiad z Markiem. Przyjechała Teresa. Potem ja wyszłam do kościoła i na spacer. Z mamą rozmawiałam i oo raz pierwszy od dawna wygadała się trochę na ciocie. W kościele wczoraj i dziś się spłakałam. Ale pomogło. Potem przyjechał Tomek. Zabrał mnie do zoo a na obiad (dobrze że zapomniałam) do jego rodziców. Było fajnie. Odwiózł mnie i został. Siedzieliśmy we czworo gadajac, jedząc, pijąc i grając w Uno. Zaprosiłam ich na lody jako że rozmawiałam z Teresą że we wtorek ti ona raczej chce odespać w sumie to ona do kuchni do mnie w miedzy czasie jeszcze przyszła i szeptem zaczęła rozmowę o Marku. Generalnie widać ze jest między nimi nie tak bo te kłótnie są inne, ostrzejsze, konkretniejsze. Juz po 22 było, do kuchni z łóżka wstałam po herbate gdy zawołała mnie do łazienki i długo szeptem gadałyśmy. Zdaje sobie sprawę że goście to ostatnie czego jej teraz trzeba. Ale jednak jak zwykle jak jestem to koezysta z okazji by o coś zapytać czy wiem od Marka, powie kilka słów osobistych, teraz też wykorzystała moją obecność w swoim domu. Na mnie te spory nie robią wrażenia, nie słucham awantur, jestem trochę obok. Mnie moje sprawy przygniatają ale gdy mi opowiada to potrafię spojrzeć z boku i mówię tylko co myślę, bez oceniania, bez wnikania w szczegóły. Dla mnie jednak pobyt tutaj ma sens ze względu na ich uczucia względem mnie. Jestem kochana i akceptowana, tolerowana nawet jeśli przeszkadzam. Czuje się przy nich bezpiecznie. Zwłaszcza Teresa jest tą moją ostoją. Ten weekend tylko dzięki ekipie z Białegostoku ma sens. A jutro ciotka Bogda
 

 
Wybrałam pociąg przedziałowy z miejscem przy korytarzu. To najlepszy sposób podróży dla mojego kręgosłupa. Nawet w zatłoczonym pociągu daje mi to możliwość stania. Do tego 10:22 miał być planowany przyjazd. Mimo opóźnienia nie żałuje decyzji. Wracać będę tak samo
 

 
Najpierw okulary potem telefon w kredensie nie wiadomo dlaczego sfhowany, teraz szukałam klapka który leżał w kuchni na taborecie. Muszę wyjechać. Muszę odpocząć. A jak wrócę to iść do psychiatry
 

 
Basen z rodziną i rozmowa z ciotką oraz perspektywy spotkania i już czuję się lepiej
 

 
W sobotę wyjeżdżam. Muszę. Odpocząć i nabrać dystansu. Wujek umiera, Marta jest w szpitalu, ojciec żyje i dają znać o sobie jego oszustwa. Nie specjalnie w smak chyba Teresie przyjazd ale ostatnio też tak było a wyszło fajnie, teraz nie liczę na wiele, sama się mogę sobą zająć
 

 
2 razy brałam wczoraj przeciwbóla, miałam zjechany nastrój i bolała mnie operowana pierś. Ewidentnie znaki na deszcz. O 5 rano było mi za jasno. O 7.30 jak się obudziłam było ciemno i zaczynała się burza. Teraz jest znów upał więc jestem w lekkiej sukience i targam ze sobą baleriny i leginsy z tunika
 

 
Mam momenty że nie chce mi się nawet do pracy iść i jest mi ciężko wytrzymać. Ewidentnie weszłam w fazę kryzysu i łóżko wydaje mi się najlepszym sposobem spędzania czasu. Może to przez ojca a może przez umierającego wujka a może tylko zmiana pogody. Jest kiepsko
  • awatar Tooona: Mam tak samo. Pogoda kiepska, pada drugi tydzien, bezrobocie, czuje sie samotna i nieszczesliwa, jednym slowem klasyczny zespol napiecia ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Marta na Sobieskiego. Mówiła mi że źle się czuje i może powinna iść do psychiatry ale nie poszła, nie była pod stałą kontrolą i tak się skończyło. Na czwartek umówiłam się z jej mężem by pojechać w odwiedziny. Przy okazji może i jemu pomogę? Dzisiaj dwa razy dzwoniła po tym jak napisałam jej że na mnie też może liczyć. Schizofrenia. Trochę z tym miałam doczynienia. Marta to wspaniała osoba. I na pewno się nie odwróce od niej. Bardzo lubię Pawła i jeśli będę mogła go wesprzeć to zrobię to. Sama jestem przecież chora i mam różne problemy ze sobą.

Zapytała mnie czemu jesteśmy chore. Odpowiedziałam: żeby nie być złymi ludźmi i docenić życie.

Ja nie żałuję przeszłości. Mam swoje za uszami. Bliscy przeze mnie cierpieli. Wciąż trzymam się schematów.
  • awatar Gusia: @Amfitryta: oni są w sobie strasznie zakochani, to taka piękna para i bajkowa historia bo on olał zdanie matki i się z nią ożenił wbrew niej, byłam dziś z nim u niej i widziałam jak ją wspiera, powiedział mi że zaczął remont salonu by nie myśleć i mieć zajęcie a gdy się żegnaliśmy to kazał mi zadzwonić jak będę jechać to po mnie przyjedzie
  • awatar Amfitryta: Mężowi na pewno przyda się wsparcie ... wielki szacunek dla tego człowieka. Różnie w życiu bywa a trwanie przy ukochanej z chorobą psychiczną nie jest łatwe.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak nie pluskwa to komar
 

 
jak ja kocham te maluchy
 

 
Jak na to że pluskwy urządziły sobie wczoraj kolacje ze mnie czuje się całkiem dobrze, obawiałam się dużo gorszego poranka
 

 
Weekend u babci rozleniwia. Zwłaszcza w taką pogodę
 

 
Od babci wyjade szersza jak wyzsza. Ciągle coś jem
 

 
Jednego dnia zobaczyć 10:22 i 22:22? Może to znak? Może on o mnie też nie zapomniał?
 

 
Szaleństwo w pracy ale ja kocham takie dni
 

 
Czy to możliwe ze kocham tw dzieciaki jeszcze bardziej? Omg
 

 
Minionej nocy śniły mi się straszne koszmary. Co będzie tej?
 

 
Przy okazji wczorajszej rozmowy z Joanną wygooglałam formę ojca PATOM. I znalazłam ją pod dwoma adresami. Jeden z nich jest mój! Muszę sprawdzić numer KRS ale daję głowę uciąć że wpis funkcjonuje pod moim adresem. Trzepnęło mnie. Muszę mamie powiedzieć. Choć ona już się chyba uodporniła.
 

 
Najfajniejsze w mojej pracy jest to że jak wydarzy się coś takiego jak wczoraj to mogę o tym porozmawiać. Mogę powiedzieć o wszystkim. Bo to nie obcy tylko rodzina.
 

 
Strasznie się dziś na czacie zryczałam. Temat - ojciec. Co ciekawe w pewnym momencie stwierdziłam że nie jestem dość dobra dla tej rodziny. A myślałam że zaniżone poczucie własnej wartości spowodowane przez ojca i jego rodzinę mam już przepracowane. WIELbłąd
W końcu będę musiała znaleźć terapeutę. Póki co fajnie że jest ktoś komu ufam i mogę się wygadać
  • awatar Amfitryta: Niestety ... z poczuciem własnej wartości trzeba pracować przez całe życie. To takie ciągłe up and down.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
tak bardzo kocham ryż z wegetą że jak wczoraj zrobiłam to jeszcze gorący o 22 jadłam
  • awatar Amfitryta: Dziwne upodobanie ... ja lubię makaron smażony z wegetą i pieprzem. Czasy studenckie mi się przypomniały ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
charlie sheen - żółtodziób

kocham, po prostu kocham tego aktora, i to jedyny film z Clintem Eastwoodem do którego jestem w stanie wracać. Wczoraj nie dałam rady obejrzeć, dziś MUSZĘ
 

 
Poprzedniej nocy spałam 12 nocy, tej prawie 10 ale i tak byłam bardziej nieprzytomna. Lubię upały. Ale nie lubię wahań ciśnienia a dziś ewidentnie jest coś nie tak. A ja bez kofeiny musiałam przetrwać dzień. Szybko zleciał i było mi oczywiście z chłopakami cudownie co nie zmienia faktu że głowa i ciało odmawiały mi posłuszeństwa chwilami. Na koniec tego dnia, już w domu w skrzynce znalazłam kolejny list do ojca. Jakaś nowa firma windykacyjna, podane nazwisko kolesia prowadzącego sprawę i telefon. Zadzwoniłam. Gość był sensowny. Przyjął moje wyjaśnienia. Zresztą wszystko można sprawdzić. Powinni zaprzestać szukać go pod moim adresem. Dzwonię do mamy. Stwierdzam że znów mnie to powaliło. Pierwszy raz chyba nie skrytykowała mnie. Usłyszałam za to że nic dziwnego że się tak czuje mając takiego ojca. Po rozłączeniu się pomyślałam "sama mi takiego ojca wybrałaś". Dzieci nie powinny płacić za grzechy rodziców. Dlatego ciesze się że trafiłam na rozsądnego człowieka i jest szansa że ta firma nie będzie go tu szukać. Szkoda że nie mogę się uwolnić od innych skutków ojca oszusta
  • awatar Amfitryta: To jest właśnie problem. To samo mi dzisiaj mąż powiedział o koleżance. GÓWNO PRAWDA. Takiego sobie męża wybrała ? Takiego ojca dla swoich dzieci ? Nie obarczajmy matki winą za jego przewinienia. Za każdym razem gdy ktoś mi mówi "widziały gały co brały" aż się we mnie gotuje. Nikt nie zna siebie do końca a skąd ja mam znać drugiego człowieka ? I jeszcze przewidzieć jego czyny ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Weszłam już w fazę że oswoiłam się z mieszkaniem na Górczewskiej i jak mi źle to najlepiej mi we własnym łóżku. Na działce super ale odkąd mama siedzi na stałe na działce trochę brakuje mi miejsca. Zwłaszcza tego leżącego.