• Wpisów:3146
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 23:50
  • Licznik odwiedzin:222 458 / 3587 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
PMD? Pasuje mi do dzisiejszego dnia
 

 
Psycholog mi powtarzała że dom to nie ściany ale ludzie. Dom to dom a rodzina to rodzina. Ja to rozróżniam. Bo straciłam miejsce które kochałam, ściany które własnoręcznie malowałam, kąty w których chowałam się przed moimi demonami, pokoje będące świadkiem moich radości i smutków, korytarze których odległość na pamięć znały moje nogi, okna przez które miony razy widziałam wchody i zachody słońca. Dom to miejsce w którym się człowiek urodził, wychował, które kocha. Tym dla mnie jest dom. Teraz mam mieszkanie w którym chowa się moja rodzina. Mieszkanie pełne demonów przeszłości, w którym kroki stawiał mój ojciec i jego rodzina. To ich nie moje miejsce. I nigdy nie będzie. Z czasem przyzwyczaje się, przestanę nienawidzić widok z okien, polubię swoją szafę w pokoju. Ludzie się aklimatyzują, dojrzewają. Ja się bardzo zmieniłam.Mnie ta wyprowadzka najwięcej kosztowała i mimo iż przyjaciółka pierw mówiła że za bardzo, za długo przeżywam teraz widzi postępy. Bo ból słabnie. Ale nigdy nie przeminie.
  • awatar Jaskółka: @Tooona: po części zgodziłabym się z Tobą. @Gusia: Nastawienie dużo działa. My sami tworzymy swój świat i to jak go postrzegamy w dużej mierze wszystko zależy od nas. Może wyjściem jest stworzenie sobie 'swojego' (nowego) miejsca/domu, w którym to ty byś czuła się od początku najlepiej/najkomfortowiej? (nie odbierz tego źle, krótko cię czytam, nic złego nie mam na myśli ;* )
  • awatar Tooona: Nie czujesz sie jak w domu, bo sama nie chcesz. Nie zrobisz tehk wbrew sobie. A poczucie niesprawiedliwosci i straty starego domu pielegnujesz w sobie. @Gusia:
  • awatar Gusia: @Tooona: Aklimatyzuje sie wbrew sobie ale odrozniam dom od rodziny. Przezylam traume gdy pojawilam sie w tym mieszkaniu - dziadkow - po ponad 15latach i przez 7 kolejnych go nienawidzilam. A potem dziadek zmarl i odziedziczylam je. Zapadla decyzja o przeprowadzce. Nie mialam wyjscia. Bagatela miala wlasciciela. Zaakceptowalam -czy raczej ucze sie - ale boli mnie bo ustawa uwlaszczeniowa zabrala mi dom
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Bark strasznie mi dokucza, przeciwbóle nie pomagają. Zrobiłam sobie kuku dźwigajac klatki do piwnicy, zapowiada się trudna noc - kolejna

Póki co jestem rozwalona emocjonalnie, a do płaczu doprowadził mnie kalendarz. Za 8 dni miną 4 lata od przeprowadzki.

Już rano mnie walnęło. Bo jechałam z sąsiadem - facetem którego znam z widzenia bo jeździmy razem windą. Na dole sąsiadka z psem wsiadała, przemiła pani tak jak jej córka i wnuczka. I byłam zła bo wcale nie chce dobrze znać sąsiadów bo to oznacza że tu już jakiś czas mieszkam. A ja tu nie chcę mieszkać i nie chce oznak że tu mieszkam. Zetknięcie z prawdą zabolało.

To taki czas, chwilowy kryzys. Ból jest doskonałą pożywką dla depresji. Podsyca ją ten brak ciszy i spokoju w tym domu.

Wraz z przeprowadzką straciłam grunt pod nogami, jedyne miejsce (rzecz) które było moją ostoją w czasach ciężkich kryzysów.

Prawie 28 lat. Całe życie płodowe i pozapłodowe. Dom. Mój dom. Wtedy jeszcze Mościccy nikomu się nie śnili.

Górczewska jest tylko przestojem. Bemowo jest bardziej moim domem ale póki żyją moi bliscy tkwie tutaj. Bemowo będzie miejscem mojej starości i samotności. Kiedyś wyjdę z tego domu, zamknę drzwi i więcej nie wrócę - jak chciałam zrobić po śmierci dziadka. Z tym że pozostawie dużo więcej bolesnych wspomnień.

Pan Wojtek 18 stycznia zmarł. Jakoś w lato jego konkubina się wyprowadziła, potem my, Iwona też miała nakaz eksmisji i odeszła tuż po nas. Jedna śmierć. I tam i tu. Ciąg zdarzeń ściśle powiązanych ze sobą. Tak musiało być. Tylko to nie zmienia faktu że boli.

Mam mieszkanie i rodzinę. Nie mam DOMU
 

 
Taki dzień że wyczerpuje zapasy cierpliwości
 

 
Wychwalana przeze mnie środa okazała się sinusoidą. Rano budzika nie słyszałam. Nie poszłam z psem mimo obietnicy i tylko cudem się nie spóźniłam do pracy. Potem sms że Aga nie pójdzie do kina i dalej milczenie, w rezultacie kupiłam pełnopłatny bilet zamiast zabrać kogoś w jej miejsce. Film - Wszyscy moi mężczyźni - fajny, tylko jakby nieskończony
 

 
O nie. Jedyne niebieskie skarpetki przebierają się i mają dziurę. A do wypłaty jeszcze kilka dni. Dzisiaj jestem na niebiesko. Ukochane czarne legginsy grzeją jak jadę do pracy. Cudne jest to ciepło i słońce
 

 
Jedyna chwila porannego spokoju to jazda komunikacją do pracy i szlak mnie trafia gdy do tramwaju wsiada grajek. I jeszcze kasę zbiera za swój pseudowystep
 

 
Bardzo przyzwyczaiłam się do zsypu. Niestety u mnie w bloku średnio raz w miesiącu przez kilka dni jest nieczynny. Teraz jak mam psa znowu jest łatwej ale wcześniej te kilkanaście sekund dłużej w drodze do pracy czy konieczność specjalnie wyjścia ze śmiećmi.

"Człowiek łatwo przyzwyczaja się do dobrego " g masz rację
 

 
Taka kurcze jakaś nijaka jestem. Chce więcej tymczasem brak energii - zupełnie jakby mi prąd odcieli. Rozważam zwiększenie leku stabilizujacego nastrój ale to chyba nie tędy droga. Do 6 listopada jeszcze trochę czasu. Może uda mi się zebrać w jednym pliku wszystkie moje problemy tak abym miała jasny obraz czego oczekuje od lekarza. Jestem już na takim etapie że nie dam się podpalić chwili. Leki nie zawsze sprawią że będę miała super humor i dużo energii. Jestem świadoma że kryzys zdarzy się nie raz. I teraz od częstotliwości objawów zależy czy poproszę lekarza by coś ruszał w mojej farmakoterapi
 

 
peeling gruszkowy joanna z serii natura (zajebisty) prawie nie do zdobycia w sklepach w warszawie ale od czego mamy internet - kurier dostarczy ze sklepu firmowego we wrocławiu
 

 
Nie mam szczęścia do facetów. Może dlatego mam trzech bratanków. Nie ważne. Nie ma co pisać. Najbardziej odchorowuje Karola. Z Wojtkiem tez myślałam że się znajomość zakończy. Tymczasem zadzwonił wczoraj z pretensjami że się nie odzywam. Pół żartem pół serio. I gadka poleciała przez prawie godzinę. W drodze do pracy przesiadam się koło jego domu. On pracuje na trasie którą ja jeżdżę. Los nas tak prowadzi gdzieś koło siebie. Znamy się już ponad 4 lata. Lubię z nim rozmawiać. Taki braterskie stosunek miałam zawsze do niego. Zresztą zbliżyliśmy się w najgorszym dla nas obojga czasie czasie. Widziałel mnie w różnych stanach, ja jego również. Wczoraj znowu super się rozmawiało. Często się śmiałam. To dobry chłopak i zaczynam mieć nadzieję że to przyjaciel na długie lata
 

 
Kupiłam mamie w biedrze małego arbuza. Tylko 9,856 kg. Kasjerka do mnie: jak pani to zaniesie. I zszokowane spojrzenie gdy odpowiedziałam że normalnie
 

 
Dla mnie piątek 13ego trwa od kilku dni. Dzisiaj nie boję się niczego
 

 
Kiedyś przyjdzie taki moment że pęknę. Antybiotyki, sterydy, inhalacje, mierzenie temperatury ktoea teraz będzie zjeżdżać poniżej 36,6 i ogólne patrzenie przez kilka tygodni jak babcia się męczy. Byle do sylwestra. Wtedy nie wiem gdzie ale wyjadę.
 

 
Choroba babci już nas ponad 800 zeta kosztowała - dwie wizyty pulmonologa, leki po obu wizytach, nebulizator. W perspektywie za 10 dni kolejna wizyta lekarska. Ale zdrowia i życia nie przelicza się na pieniądze. Najważniejsze że babci się poprawia. Teraz najważniejsze jest aby rozrzedzić wydzielinę by była ją wstanie odkrztusić. Nadal nie potrafię być optymistką, mimo że babcię mam w domu i w każdej chwili mogę się do niej przytulić. Mama widzę że po wizycie lekarza spokojniejsza. Wyjdzie z tego - powiedziała mi. Wierzę, ale bardzo się o nią boje
 

 
Przez wczorajszy wolny dzień i wizytę w sądzie dziś nie wiedziałam jaki jest dzień tygodnia.

W sądzie. Zawarta ugoda, mama ma tylko przesłać świadectwo pracy by zrobić korektę a on jej wypłacić 3tysiące odprawy. Świadków nie przesłuchiwali (niestety), sprawdzili tylko czy się stawili po czym nas wyproszono. Byłam bardzo spokojna. Jego traktowałam jak powietrze ale mama stwierdziła że było czuć że jakby coś powiedział to bym mu od odpysknęła. Pan Marek go zaczepił pytając o swoje świadectwo pracy i zaległe wynagrodzenie, zmieszał się. Koniec. Potem zakupy. Nie wiedziałam rano czy iść na sprawę czy zostać z babcią która dostała strasznego ataku kaszlu.

Babcia jest bardzo słaba, wczoraj po południu spała a potem już nie wstawała. Przychodziłam sprawdzić czy oddycha. Nie widziałam jej jeszcze w tak złym stanie. Bardzo się boje. Charakterek ma. Wczoraj czekałyśmy na pana Marka a ona nas z domu wyganiała by się nie spóźnić a jak wróciłyśmy to sił nie miała ale ziemniaki obierała, a dziś rano poganiała mnie.

Wieczorem na splinie pękłam. Chwilę wcześniej gdy się myłam pociekły łzy. Emocje opadły. Farmakoterapia przegrała z rzeczywistością. Ale tylko na chwilę. Pies nie ucierpiał na tym, domowe porządki też. Po raz pierwszy od dawna czuje że mam naprawde dobrze ustawione leki i czuje się wyśmienicie. Mimo tych wszystkich ALE. Za miesiąc pogadam o nich z psychiatrą. Czas wrócić na terapie skoro stany lękowe nie ustępują.
 

 
Tymczasem z babcią kiepsko
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wizyta w sądzie to nic przyjemnego, ale mamę chcę wesprzeć. A że mam wezwanie w charakterze świadka - sama się o to prosiłam.
 

 
Babcia ma zapalenie płuc. Niestety byłam pewna. Jestm dziwnie spokojna że z tego wyjdzie. Obawiam się tylko czy nastąpi na tyle szyba poprawa by obeszło się bez skierowania w czwartek do szpitala
 

 
Niestety babcia chora. Temperatura 38 u 84 letniej kobiety która nawet zapalenie płuc przeszła niemal bez temperatury to poważna sprawa
 

 
Zimno. Babcia przeziebiona wiec niestety rodzinka wraca mi jutro na chatę. I guziki z mojego dnia w łóżku i spokoju. Czułam że może tak się stać ale intuicja mnie zawiodła i pojechalam do Marty
 

 
Pojechałam do Grójca do koleżanki. Godzina dziesięć jazdy autobusem plus kwadrans by dostać się na dworzec. To plus prawie siedem godzin u nich daje cały dzień poza domem. Wracam. Przed 21 będę
 

 
W nocy skurcze że ja pierdole. Rano aż mnie zatykało. A okres drugi dzień ledwie kapie ale to już 5 dzień
 

 
Chciałam rano iść do pracy przeszkadzał mi w tej chęci jedynie okres i deszcz. Wyjąć to a jestem najszczęśliwszą osobą na świecie
 

 
Dziś taki dzień że okres daje mi się ostro we znaki. Wróciłam do domu w stanie agonalnym. Niedobrze, ból brzucha aż jęczałam, wyprostować się nie mogłam. Nospa i ibuprom max. Ciepła herbata i ryż. Pół godziny zwinięta w kłębek żeby zacząć normalnie funkcjonować
 

 
Kupiłam drugi materac. Jest twardszy. Nieźle musiałam wygneść tamten. Trochę inaczej wygląda zakończenie chyba. No i pokrowiec jest jaśniejszy. Ale mam teraz luksus. 130cm szerokość łóżka