• Wpisów: 4228
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 51 dni temu, 23:23
  • Licznik odwiedzin: 254 965 / 4407 dni
 
gusia
 
Pojechałam dziś z mamą na cmentarz do dziadka. Raz jeden zwaliłam na nią wszystkie wybory, robiąc tylko to co ona mi powiedziała. Pod koniec dołączył do nas Marek bo mieliśmy iść na grób do Agnieszki. To tydzień po pogrzebie więc można już jej lampkę zapalić. Wiedziałam że się u dziadka poryczę, po prostu to wiedziałam. Sprzątnęłam, ustawiłam wiązanki, zapaliłam znicze, przyszedł Marek a ja byłam uśmiechnięta. Kiedy jednak przyszło do pożegnania zaczęło się przygnębienie. Mama poszła a ja stałam i modliłam się a po policzkach płynęły mi łzy. Pewnie nawet gdyby obok była matka pojawiłyby się. Na Marka nie zwracałam uwagi. Kiedy zaczęłam płakać podszedł do mnie i przytulił mnie. Pozwoliłam na to, pierw stojąc nieruchomo. Potem jednak postanowiłam nie być dzielna i skorzystać z pomocy przyjaciela, przytuliłam się do niego pozwalając popłynąć łzom. U Nasiłowskiej już byłam spokojna. On tym razem miał królicze czerwone oczy. Trafiliśmy do niej właściwie nie błądząc i nawet udało się nam znaleźć łatwą drogę powrotną. To jednak rusza. Nasza rówieśnica. W grobie. To jakieś nieporozumienie. Ta śmierć musiała być po coś. Nie wierzę, nie chcę wierzyć by Bóg miał być tak okrutny i zabrać ją bez konkretnego powodu. Kiedyś się na pewno dowiemy czemu. Jej śmierć nie może iść na marne.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.