• Wpisów:3675
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:dzisiaj, 12:50
  • Licznik odwiedzin:234 232 / 3887 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Obiecałam chrześniaczce przywieźć kłódkę do jej pamietnika i powiedziałam że ja nie zapominam. Wychodząc z pracy sobie przypomniałam. I tak oto musze wrócić pierw do domu a potem do niej jechać. Obiecałam
 

 
To chyba najpiękniejszy sen jaki mi się kiedykolwiek śnił. Pojechałam na działkę a tam czekała na mnie stęskniona moja kotka (od 10 lat nie żyje)
  • awatar DARK TERRITORY: Niedawno zmarł mój kot i też już kilka razy mi się śnił :)
  • awatar paulkaa: Dziekuje :) Fajny sen, tez lubie zwierzaczki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przebić się z Ursusa na Czerniaków to wuzwanie dla prawdziwych twardzieli komunikacji miejskiej
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Dzis prawie nic nie zrobione. Jutro go noe będzie. W środę ma skończyć kuchnię. Pierdolonego remontu II etap
 

 
Szukamy daleko tego co jest blisko. Wystarczy tak niewiele by zrobić przyjemność drugiemu człowiekowi. Drobne gesty są cenniejsze niż wielkie czyny. Wielkie słowa blakną wobec szczerego dziękuję. Nigdy nie wiesz co cię spotka za rogiem
 

 
Białystok wyjechał o 1 nad ranem. Z grojca jechaliśmy ostatnim autobusem. Pech chciał że dziś noc muzeów była. Nocne niby czesto ale już z centrum lewo się zmieściłam. W domu bajzel. Kuchnia pizasłaniana i niewiele zrobione. Ogarnełam, odsłoniłam. Dochodziła 3 a ja nie śpię. Ręka. Kolo5?? Zdecydowałam się jednak na środki przeciwbólowe. Po 6 jak udało mi się zasnąć. Robotnika nie ma. Robota rozgrzebana. Dzwonię. Bedzie. Kiedy? Ok 11. Wkurw. Co mam powiedzieć? Odwołałam dziś Anię. Mama nieogarnia. Wczoraj obiadu nie było. Muszę tu być. Dziś mu przypomnieć że w tym domu się mieszka i z pomieszczeń korzysta. Białystok zameldował przyjazd i zdziwieni każde z osobna że nie śpię. Fakt że po ich odmeldowaniu się zrobiłam się bardziej senna. Myślę o lekarzu. Jednak muszę szybko. Nie mogę być na tak silnych lekach długo biorąc leki.
 

 
Takie akcje tylko z ekipą z Białegostoku. Rano dzwonią do mnie że przyjadą na festyn. I umawiamy się. Ale super. Laura musi sie uczyć i zrezygnowała. A ja zabieram przyjaciół w moje rodzinne strony
 

 
Aga zapada się w sobie. Wystawiła mnie znowu. Trudno się nie wkurzać. Mam nadzieję że zdecyduję się sobie pomóc i pójdzie w końcu do lekarza. Od dawna jej to mówię. Teraz wszystko w jej rękach. A ja zostałam sama. Oleje noc muzeów. Samej mi się nie chce. A sobotę spedzam i tak w Grójcu (Laura nie miała problemu by fryzjera odwołać i jechać ze mną) a w niedzielę widze sie z Anią. Zresztą na weekend wybywam bo remontu ciag dalszy. Chciałabym z Agą i Martą spędzić trochę czasu. Zresztą Aga względem niej nie zachowuję się ładnie i dziś jej to napisałam ale głową muru nie przebije. Tydzień temu pierwsza wywinęła się ze spotkania i mimo że ją orosiłam by chociażby ze wzgledu na niewiedzącą Laurę nocowała i w niedzielę została z nią kiedy ja z Teską i Sylwią będę w kościele to mimo iz mówiła że jest fajnie to pojechała do domu. Czy ja też w okresach najgorszych taka byłam? Nie mam pojęcia. Wydaje mi się że nie. Ale to tylko wydaje. Dam jej czas. A ja jak zwykle poradzę sobie sama. Trochę mnie codzienność przytłacza i w spotkaniach tpwazyskich szukam ulgi jednak daje radę przetrwać i w domu. Jakoś to będzie. Musi. Powoli. Krik po kroku. W swoim czasie.
 

 
Oficjalnie Neurotop schowany. Wczoraj wzięłam pierwszą tabletkę Symli. Jazda może być dopiero za 2 tygodnie jak zacznę brać też rano
Póki co uspokoiłam się wewnętrznie
 

 
Musze dać siebie czas, na wszystko jest wlasciwy moment i miejsce. Nie wszystko mozna mieć na już, na teraz. Stawianie za wysoko poprzeczki jeszcze nigdy nie wyszło mi na zdrowie
 

 
Na kiego mi to ubezpieczenie w nfz się zastanawiam skoro na usg piersi (wskazania z powodu obciążeń) czekać muszę pół roku a na okulary które muszę nosić nie przysługuje mi refudacja bo noe pracuje z komputerem ponad 4 godziny dziennie? Już nie mówię że z bolesnym barkiem muszę czekać na diagnozę do ortopedy i rehabilitacje. Dobry internista dziś na wagę złota
 

 
Leje. Nienawidzę takiej pogody
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 


Wciąż mam dreszcze jak to oglądam. Znam kierowcę lory - to kolega mojej mamy z pracy. Na filmie tego nie widać ale kierowcę ciężarówki na koniec wyrzuciło z samochodu. Cud że nic poważnego nikomu się nie stało. Pan Marek jest już w domu

https://40ton.net/film-pokazujacy-dzisiejszy-wypadek-drodze-nr-81-zobacz-dlaczego-lohra-sie-przewrocila/
 

 
Brak prądu i słabe ciśnienie wody. W całej okolicy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Odebrałam wczoraj ksero swojej choroby w pzp. W drodze do domu czytałam. O dziwo lekarki częściej nie mogłam odczytać niż lekarza jednego i drugiego. Trzęsłam się potem w domu. Szok bo niektóre zapisy kojarzę z wydarzeniami w życiu, szok bo cytowane moje słowa, szok bo to wszystko o mnie. Kilka zestawów leków, zmiany leczenia. I ciągle powtarzające się słowa o kłopotach ze snem, pojawiające się i znikające zaburzenia koncentracji. A zarazem za każdym razem stan stabilny. Choć z mojej perspektywy chwilami było inaczej. Dziwne. na 22 stronach zmieszczone 9 lat z życia. I diagnoza - nawracające zaburzenia depresyjne. Ostatni zapis - łagodne. To stało się takie realne, takie namacalne. Znam diagnozę. Ale pierwszy raz to nie jest kod icd10 ale zapisane słowa lekarza i zapisany życiorys. Ostatnie lata w pigułce, z perspektywy lekarza, z perspektywy zaburzenia. To jak mnie druga postrzegała druga strona. I ten kontrast między tym co ja wiem, co myślę, czuję i jak chce siebie widzieć a słowem pisanym, tak realnym i ostatecznym, nieodwracalnym,
 

 
Od wczoraj znowu jestem na lekach przeciwbólowych. W nocy z czwartku na piątek spałam na lodzie - nigdy wcześniej tak mnie nie bolało. Kolejna noc to budzenie się i zasypianie. Stanie pod klimą w sobotę mogło trochę pomóc ale w poniedziałek od rana znowu ręka się odezwała. Złapałam wolny termin do rodzinnego. Recepta na leki przeciwbólowe i skierowania - na rehabilitacje i do ortopedy. Pojechałam do mojej poradni rehabilitacyjnej. Trochę mnie tam nie było i nie pamiętałam drogi ale jak automat poruszałam się na każdym kroku przypominając sobie kolejny krok. Szybko na listę do lekarza rehabilitanta - na przyszły czwartek. Gorzej będzie z ortopedą bo przychodnie przenieśli na teren szpitala, a koło mnie na listopad terminy albo po 25 czerwca się zapisywać na lipiec. Ciocia ma w szpitalu pracuje to ma się dowiedzieć jak tam sprawa wygląda.

Dwa lata nic mi nie było. I nagle powrót do stanu wyjściowego
 

 
Ja się gdzieś nie dodzwonię? Ja??? Nie ma takiej możliwości jak się zaprę to sie uda. Tym sposobem po tygodniu czasu udało mi się że nie muszę jechać by przekładać okulistę (notabene do końca roku nie ma miejsc do mojej pani doktor) a miła rejestratorka dopisała notkę dla lekarza że się spóźnię, w ten sposób nie mam dylematu co zrobić - wizyta na pewno się odbędzie.

Do szpitala mswia też się dodzwoniłam. Jest do odbioru xero mojej dokumentacji medycznej. I choć miałam to połączyć z odwiedzinami u chrześniaczki korci mnie żeby już pojechać.

Pierwszy raz chyba miałam zawahanie gdy pytano mnie jaka poradnia. A przecież tu pisze otwarcie o chorobie, pokazuje swoją twarz. Tam tymczasem jest szpital gdzie na nikim nie robi wrażenia głos w słuchawce mówiący o pzp.

Może rzeczywiście weszłam w ten etap że jestem zmęczona zaczynaniem i kończeniem każdego dnia tabletkami, mówieniem nawet przy wywiadzie u okulisty że przewlekle choruje na depresje, nawet na własnych urodzinach uważaniem ile wypije alkoholu
 

 
5 miesięcy temu zmarł mi tata, byłam na cmentarzu, ciężko

dobrze że do dziadka zajrzałam - palna od świąt tkwiła w doniczce
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Trochę mi się emocjonalnie pękło. Kiedyś musiał nadejść tem dzień
 

 
Miałam nic nie robić, w tym roku nie mam kasy za bardzo i chciałam sprawę olać ale się z Agą zgadało, ale się z Martą zgadało ale o Laurze pomyślałam, potem na fali Anię dodałam nie wierząc że Teresa może dać radę - ale będzie i to z jej powodu najbardziej się cieszę. Nie wiem jak to jest, nawet się dzisiaj zastanawiałyśmy jak to Pan Bóg wymyślił że w tych najgorszych kryzysach pojawiamy się przypadkowo w swoich życiach by się wspierać. Wystarczy być i słuchać. Jest w niej coś takiego, właśnie w niej. Zaczynam się cieszyć. Bez Agaty i Renaty. Sami ludzie przy których czuje się dobrze i swobodnie. Jeszcze mi częściowo napoje, żarcie i alko przywiozą.